piątek, 22 maja 2015

Sos beurre blanc


Doczłapałam się (tak to niestety trzeba nazwać, chodzenie z wielkim brzuchem powoli staje się bardzo niewdzięczne dla mojego kręgosłupa) dzisiaj na mój ulubiony ryneczek, żeby ujrzeć stragany uginające się od szparagów. Obok takiego widoku nigdy nie mogę przejść obojętnie, kupiłam kilka pęczków i zabrałam się do pracy.

Szparagi wolę białe, choć zielone też są niczego sobie. Białe jednak kojarzą mi się z późno wiosennymi kolacjami w ogrodzie, gdzie co roku potrafimy przygotowywać je dosłownie każdego wieczoru. Klasycznie podaje się je z sosem holenderskim. Ja jednak jego wielką fanką nie jestem, uważam, że lepiej do szparagów wyczarować winno-maślany sos beurre blanc (czytaj ber blą), który to sos chcę wam dzisiaj zaprezentować.

Wiem, że francuska nazwa może odstraszać, a sos przez to wydawać się trudny. Prawda jest taka, że nic w nim trudnego, a cieszy jak mało co.

Nie tylko sprawdza się świetne ze szparagami. Idealnie komponuje się z rybami (przede wszystkim z łososiem lub pstrągiem), młodymi marchewkami i młodymi ziemniaczkami. Można wzbogacić jego smak szczyptą szafranu, lub skórką z cytryny. Proponuję jednak zacząć od klasyki.


Sos beurre blanc 

- pół cebuli (lub ok. 4 szalotki)
- 160 ml białego, wytrawnego wina
- 180 g masła
- 1 łyżeczka cukru
- sól
- pieprz

  1. Masło pokrój w kostkę (jak na zdjęciu) i wstaw do zamrażalnika na co najmniej 1 godzinę. 
  2. Cebulę lub szalotki poszatkuj. 
  3. Na patelni umieść poszatkowaną cebulę i zalej winem. 
  4. Postaw patelnię na średnim ogniu i gotuj wino aż wyparuje połowa. 
  5. Gdy połowa wina wyparuje powoli zacznij dodawać po kilka kostek zmrożonego masła i cały czas mieszaj sos trzepaczką. 
  6. Gdy kostki masła się rozpuszczą, dodawaj kolejne aż do rozpuszczenia ostatniej. Cały czas mieszaj sos trzepaczką. 
  7. Po dodaniu ostatniej podgrzewaj sos jeszcze kilka minut, cały czas mieszając go trzepaczką. 
  8. Dopraw cukrem, dosól i popieprz. 
  9. Pamiętaj, że sosu nie należy drugi raz podgrzewać, dlatego zacznij go przygotowywać tak, aby dodatki do niego były już gotowe na talerzu, gdy będziesz kończyć sos. 
Śliwka

czwartek, 21 maja 2015

Obiady czwartkowe #1: Chrupiące kotlety mielone, parmezanowe puree ziemniaczane i tzatziki z kalarepy




Panie i Panowie, chłopcy i dziewczęta, miło mi ogłosić, że rozpoczynamy nowy cykl na burczymiwbrzuchu - "Obiady czwartkowe".

Pomysł na czwartkowy cykl pojawił się zupełnie spontanicznie. Usiadłyśmy w zeszłym tygodniu ze Śliwką przy wspólnym stole i od słowa do słowa uznałyśmy, że pięćdziesiąty przepis w ramach "wtorku z kaszą" to dobry moment na zmiany. Na blogu brakuje przepisów typowo obiadowych, dlatego będzie to dobra okazja, aby podejść do tematu kreatywnie. Chociaż zacznę dziś od prawdziwej klasyki.

Podobno hipsterzy już wychodzą z mody, a posthipsterskim trendem ma być normcore, czyli "hardcorowa normalność". Inspiracją tego stylu w Stanach jest między innymi nieżyjący Steve Jobs, który chętnie nosił sprane jeansy, białe t-shirty i klapki. Celebrytki i szafiarki już chodzą w birkenstockach i unikają makijażu, a w sieciówkach pojawiają się ogrodniczki.

U nas przesadna normalność może się nie sprawdzić, na polskich ulicach jest za dużo Januszów w skarpetach noszonych do sandałów, ale mamy też sporo miłośników klapków Kubota, ja swoje dziś wyjęłam z szafy :)

Typowy Janusz potrafi jednak natchnąć, wystarczy pomyśleć o klasycznym polskim obiedzie zjadanym w tym samym czasie w kilku różnych mieszkaniach w bloku.


Mam na myśli oczywiście kotlety mielone, które były moim koszmarem w czasach dzieciństwa, a teraz odwrotnie, rozczulają moje serce i podniebienie.

Przygotowując mielone staram się o jak najlepszej jakości mięso. Lubię, gdy kotlety chrupią, dlatego zamiast bułki tartej, obtaczam je w kruszonych płatkach kukurydzianych. Do masy dodaję prażoną cebulkę, ale również podsmażoną oraz surową, startą na tarce. Te wszystkie dodatki wspaniale podkręcają ich smak. Mięso wyrabiam kilka minut, dolewając w tym czasie kilka łyżek zimnej wody. Dzięki temu do kotletów nie trzeba dodawać zapychającej, moczonej bułki, a i tak są delikatne. Mój patent na udane kotlety to ich krótkie podsmażenie i przełożenie do piekarnika. Mielone dochodzą w niskiej temperaturze i dzięki temu nie są takie tłuste, a przy tym pozostają soczyste.

Kolejnym elementem polskiego obiadu jest mizeria. Niestety mój luby "hejtuje" świeże ogórki, ale mam na to świetny sposób, zastępuje je kalarepą i robię coś w rodzaju tzatzików.

Nie wyobrażam sobie kotletów mielonych bez towarzystwa aksamitnego puree ziemniaczanego. Ważną dla mnie sprawą w trakcie ich przygotowania jest odpowiednie posolenie ziemniaków, oraz dodatek masła i mleka lub śmietany. Niesłone puree to wyjątkowo przykra sprawa, pamiętajcie o tym. Lubię także dodać tarty parmezan, mieloną gałkę muszkatołową i koniecznie posypać z wierzchu koperkiem.

Od samego pisania burczy mi w brzuchu :)

Kotlety mielone z prażoną cebulką/ (8-10 sztuk)

  • 700 g mielonego mięsa (u mnie wołowe, ale można wymieszać z wieprzowym)
  • jajko
  • 2 małe cebule
  • 3 łyżki prażonej cebulki
  • 3 łyżki pokruszonych płatków kukurydzianych
  • ząbek czosnku
  • łyżka posiekanej papryczki chilli
  • sól, pieprz
  • 150 g kruszonych płatków kukurydzianych do obtoczenia
  • 3 łyżki zimnej wody
  • olej roślinny do smażenia (kilka łyżek)
Parmezanowe puree ziemniaczane
  • kg ziemniaków
  • 3-4 łyżki masła
  • 3 łyżki mleka lub kwaśnej śmietany
  • szczypta mielonej gałki muszkatołowej
  • 4 łyżki tartego parmezanu
  • sól
  • posiekany koperek
Tzatziki z kalarepy
  • 300 g kalarepy
  • mały ogórek
  • ząbek czosnku
  • 4 łyżki posiekanego koperku
  • 10 łyżek jogurtu greckiego
  • 2 łyżki soku z cytryny
  • szczypta cukru
  • świeżo mielony pieprz
  • sól
Tzatziki:
  1. Kalarepę i ogórka obieramy, ścieramy na tarce o małych oczkach. Zostawiamy na sicie na 10 minut.
  2. Następnie odsączamy z wody i przekładamy do miseczki. Dodajemy posiekany koperek, przeciśnięty przez praskę czosnek, przyprawy, jogurt i sok z cytryny.
  3. Całość dokładnie mieszamy i odstawiamy do przegryzienia.
Parmezanowe puree ziemniaczane:
  1. Obrane ziemniaki kroimy na mniejsze kawałki, wrzucamy do garnka, zalewamy wodą i solimy. Gotujemy przez kilkanaście minut, sprawdzamy ich miękkość wbijając widelec w ziemniaki.
  2. Ugotowane ziemniaki odsączamy z wody, dodajemy masło, mleko (lub śmietanę), mieloną gałkę muszkatołową i sól. Ugniatamy tłuczkiem do ziemniaków, aż osiągniemy puszyste puree.
  3. Do puree dodajemy świeżo starty parmezan oraz posiekany koperek.
Kotlety:
  1.  Jedną cebulę kroimy w kostkę i podsmażamy na odrobinie oleju. Drugą ścieramy na tarce o małych oczkach.
  2. Do dużej misy przekładamy mielone mięso, dodajemy smażoną cebulę, prażoną cebulę oraz świeżo tartą. Dodajemy przeciśnięty przez praskę czosnek, posiekane chilli, przyprawy i płatki kukurydziane.
  3. Wbijamy jajko i dodając stopniowo zimną wodę, wyrabiamy mięso przez ok. 2-3 minuty, aż będzie gładkie i "odstawać od ręki".
  4. Płatki kukurydziane drobno kruszymy np. w moździerzu, wałkiem lub miksując je w malakserze.
  5. Formujemy okrągłe lub podłużne kotlety i obtaczamy je w kruszonych płatkach kukurydzianych.
  6. Rozgrzewamy piekarnik do 160 stopni.
  7. Kotlety smażymy na rozgrzanym oleju przez 3 minuty z jednej strony i 3 minuty z drugiej.
  8. Przekładamy je do formy żaroodpornej lub na blachę wyłożoną pergaminem i wstawiamy do piekarnika na 10 minut.
  9. Po tym czasie kotlety są gotowe do podania z puree ziemniaczanym i tzatzikami.
Tosia

środa, 20 maja 2015

Chłodnik z kozim serem na zakwasie z botwinki


Kilka dni temu nastawiłam zakwas, ale wyjątkowo nie chlebowy, a buraczany. Nie taki zwykły, bo na bazie botwinki. Postępowałam w podobny sposób jak w przypadku tradycyjnego zakwasu na barszcz. Jednak oprócz młodych buraczków, wzbogaciłam go również o łodygi i liście botwiny oraz oczywiście dodatki smakowe: plastry młodego czosnku, imbir, chilli, goździki, koper i klasycznie: ziele angielskie, ziarenka pieprzu i sól.

Po kilku dniach kiszenia, otrzymałam zakwas w pięknym kolorze, który idealnie nadaje się na chłodnik. Tylko jednej rzeczy nie przewidziałam - pogody. Chłodnik najlepiej smakuje w słoneczne dni, a nie tak szare i deszczowe jak dzisiejszy. Ostatecznie postanowiłam się tym nie przejmować i cieszyć smakiem chłodnej zupy, a zamiast w talerz, dmuchać na pogodę. W końcu nie wyobrażam sobie maja bez chłodnika, a dopiero dzisiaj otworzyłam oficjalnie sezon!

Chłodnik można podawać tradycyjnie z jajkiem ugotowanym na twardo, albo trochę zaszaleć i dodać kulki z koziego sera i główki szparagów. Ja wykorzystałam do tego Kozią Rurę od Kaszubskiej Kozy.


Chłodnik z kozim serem na zakwasie z botwinki
Zakwas (2 słoiki po 500 ml):
  • pęczek botwinki 
  • pęczek koperku
  • 2 ząbki czosnku
  • 3 cm korzenia imbiru
  • 1/2 papryczki chilli
  • 4 goździki
  • łyżka ziela angielskiego
  • łyżka ziaren pieprzu
  • letnia woda (niecały litr)
  • 2 łyżeczki soli
  • skórka chleba razowego
Chłodnik:
  • 700 ml zakwasu z botwinki (1 słoik)
  • 800 g kefiru
  • pęczek botwinki
  • pęczek rzodkiewek
  • 5 ogórków kiszonych
  • 2-3 ząbki czosnku
  • pęczek koperku
  • pęczek szczypiroku
  • 2 łyżki cukru
  • 2 łyżeczki soli
  • świeżo mielony pieprz
  • kilka łyżek soku z cytryny (opcjonalnie)
Dodatki:
  • kozi ser (u mnie Kozia Rura od Kaszubskiej Kozy)
  • główki ugotowanych zielonych szparagów
  • jajka ugotowane na twardo
Zakwas:
  1. Botwinkę dokładnie myjemy i drobno siekamy. Odcinamy młode buraczki, szorujemy je i również kroimy.
  2. W wyparzonych słoikach układamy przygotowaną botwinkę na przemian z plasterkami czosnku, imbiru, chilli, goździkami, zielem angielskim, pieprzem i koperkiem.
  3. Całość zalewamy letnią wodą wymieszaną z solą.
  4. W każdym słoiku wkładamy po skórce chleba razowego. Pilnujemy, aby wszystkie składniki były zasłonięte wodą.
  5. Słoiki przykrywamy gazą i zostawiamy w ciepłym miejscu. Po dwóch dniach wyjmujemy skórki chleba (dzięki temu nie spleśnieje) i ściągamy z wierzchu pianę, ponownie przykrywamy słoje gazą, zostawiamy jeszcze na dwa dni.
  6. Po 4 dniach zakwas powinien być gotowy. Słoje zakręcamy i wkładamy do lodówki, przechowujemy do dwóch tygodni.
Chłodnik:
  1.  Zakwas buraczany przelewamy przez sito otrzymując klarowny płyn.
  2. Młode buraczki odcinamy, dokładnie szorujemy i drobno kroimy, wrzucamy do misy. Botwinkę myjemy i również drobno siekamy. Wrzucamy do rondla, dodajemy łyżeczkę soli i podgrzewamy przez ok. 5-6 minut, aż botwinka zmięknie, ale pozostanie nadal jędrna. Całość studzimy.
  3. Ogórki kiszone oraz rzodkiewki drobno siekamy. Wlewamy ostudzoną botwinkę z zakwasem, dodajemy kefir, posiekany szczypiorek z koperkiem, przeciśnięty przez praskę czosnek, cukier, sól i sporą ilość pieprzu.
  4. Próbujemy zakwasu i w razie potrzeby doprawiamy. Jeśli lubimy kwaśny chłodnik, dodajemy jeszcze sok z cytryny.
  5. Tak przygotowany chłodnik wstawiamy do lodówki na minimum 30 minut.
  6. Serwujemy na zimno z kulkami uformowanymi z koziego sera, szparagami lub jajkiem.
* Przepis na tradycyjny zakwas buraczany znajdziecie tutaj.
Tosia

wtorek, 19 maja 2015

Wtorek z kaszą #50: Botwinkowa kasza jęczmienna z jajkiem w koszulce


Mam dla was dwie wiadomości, dobrą i złą, od której zacząć?

Pozwolicie, że zacznę od tej złej, bo zawsze warto coś miłego zostawić sobie na deser. Dzisiaj pięćdziesiąty odcinek serii wtorku z kaszą i choć myślałyśmy, że te wtorki zostaną już z nami na zawsze, zdecydowałyśmy, że czas zakończyć tę przygodę. Oczywiście z kaszą, a nie z wtorkiem. Z tego co wiemy, wtorek nadal będzie pojawiał się co tydzień, między poniedziałkiem a środą:)

W naszej kuchni nadal kasza będzie gwiazdą, zarówno na słodko, jak i na wytrawnie i zachęcamy również was do dalszych eksperymentów. Uznałyśmy, że pięćdziesiąt to dobra liczba do podsumowań i pożegnania się z pewną formułą. W końcu nie chcemy, aby na blogu wiało nudą! Przepisy oczywiście nie znikają, znajdziecie je w każdej chwili pod hasłem tematycznym "wtorek z kaszą".


A teraz czas na dobrą wiadomość. Nie mogłybyśmy żyć bez pewnej cykliczności na blogu, więc już w ten czwartek ruszamy z nową serią! Będziecie musieli jednak poczekać te dwa dni na ogłoszenie, co to będzie tym razem. Mamy nadzieję, że wam się spodoba.

Na zakończenie naszej przygody z kaszą postawiłam na coś bardzo prostego i pysznego zarazem. Na straganach uśmiechają się do nas różowe botwinki, więc wykorzystajmy ich kolor i smak do stworzenia botwinkowego kaszotto. Koniecznie z jajkiem w koszulce.

Botwinkowa kasza jęczmienna z jajkiem w koszulce (4 mniejsze porcje, lub 2 duże)

- 1 pęczek botwinki (z dość dużymi buraczkami)
- 150 g kaszy jęczmiennej grubej
- 2 łyżki masła
- pół cebuli
- 2 łyżki sera philadelphia
- 2 łyżki octu winnego
- sól, pieprz

- 2 lub 4 jajka (w zależności od ilości porcji)
- 2 łyżki octu spirytusowego

  1. Odetnij buraczki od botwinki, a łodygi i liście pokrój na mniejsze kawałki.
  2. Liście i łodygi wrzuć do garnka i zalej wodą. Posól ok. 1 łyżką soli i dodaj 1 łyżkę octu winnego. 
  3. Połóż garnek na palniku, a jak tylko się zagotuje zdejmij z palnika. Daj mu nieco wystygnąć z botwinką w środku, a następnie odcedź zachowując bulion z botwinki. Sprawdź czy bulion jest odpowiednio słony. Jeśli nie jest, dosól, 
  4. Odmierz ok. 1 litr bulionu z botwinki i zagotuj. Gdy się zagotuje, wrzuć kaszę i gotuj ok. 13-15 minut (lub zgodnie z instrukcją na opakowaniu). Odcedź kaszę na sitku. 
  5. Gdy kasza się gotuje, obierz buraczki ze skórki i poszatkuj. Poszatkuj również cebulę. 
  6. Na patelni rozgrzej masło i podsmaż buraczki z cebulą. Dodaj 1 łyżkę octu winnego. Podsmażaj ok. 7 minut, aby buraczki nieco zmiękły. 
  7. Po upływie tego czasu dodaj ugotowaną kaszę, philadelphię i pieprz. Posmakuj czy kasza wymaga dosolenia i w razie czego dosól. 
  8. W oddzielnym garnku zagotuj wodę z 2 łyżkami octu spirytusowego i 1 łyżką soli (najlepiej, aby woda była już zagotowana, gdy kończysz przygotowywać kaszę). Gdy woda się zagotuje, zrób łyżką wirek z wody w garnku i do samego środka wirka wbij jajko. Gotuj każde jajko ok. 2,5 minuty, wyłów łyżką cedzakową i umieść na talerzu z kaszą. 
Śliwka

niedziela, 17 maja 2015

Śniadanie do łóżka #184: Pieczony jogurt z rabarbarem i owsianą kruszonką



Maj pachnie wyjątkowo pięknie, a ja od tych wszystkich zapachów nie mogę się zdecydować, czy wolę mieć wazon pełen bzu, czy może bukiecik skromnych konwalii. Wybieram oba bukiety kwiatów i łączę majowe zapachy, tak jak smaki w kuchni.

Wizyty w warzywniakach i targowiskach cieszą coraz bardziej, ale też wywołują małe zamieszanie. Wybierając się po szparagi, wracam z łodygami rabarbaru, a kupując szczaw dobieram jeszcze botwinkę i młode ziemniaczki, szkoda nie korzystać z majowych rarytasów.

Pomysłów na rabarbar nigdy za wiele, sezon trwa zbyt krótko. Były już drożdżowe paluchy z rabarbarem i kruszonką, ciasto z kaszy jaglanej i białej czekolady, jaglane knedle z rabarbarem i kilka dzbanków kompotu. Kolejne łodygi wykorzystałam przy śniadaniu.

Patent na pieczony jogurt podpatrzyłam niedawno na instagramie Ongolali. Co prawda u niej pojawił się w formie tarty, ale uznałam, że upieczony w kokilkach będzie idealnym pomysłem na śniadanie. Tym bardziej, że często mówi się o tym, że jogurt wychładza, dlatego nie powinno się od niego zaczynać dnia. W wersji pieczonej rozgrzeje nas od samego rana :)


Masę jogurtową umieściłam w małych kokilkach, ich wierzch ozdobiłam obtoczonym w cukrze rabarbarem i prostą owsianą kruszonką. Kokilki umieściłam w formie z wodą, aby je trochę wykąpać i wstawiłam na pół godziny do piekarnika. Pieczony jogurt przed podaniem posypałam jeszcze pestkami granatu i śniadanie gotowe. Już planuję w głowie kolejne kombinacje smakowe!





Pieczony jogurt z rabarbarem i owsianą kruszonką/ (4 kokilki)
Jogurt:
  • 400 g jogurtu naturalnego 
  • łyżka miodu
  • łyżka mąki pszennej
  • jajko
  • łyżeczka masła (do posmarowania kokilek)
 Rabarbar:
  • łodyga rabarbaru
  • łyżka cukru
Kruszonka:
  • 30 g płatków owsianych (górskich)
  • łyżka zimnego masła
  • 2 łyżki cukru
  • pestki granatu
  1. Rabarbar myjemy i kroimy w kostkę, mieszamy z cukrem i odstawiamy.
  2. Białko jajka ubijamy na sztywną pianę. 
  3. Jogurt mieszamy z miodem, żółtkiem. Dodajemy ubite białka i delikatnie łączymy, aby nie opadły.
  4. Płatki owsiane łączymy z cukrem i masłem, tworząc okruchy.
  5. Kokili smarujemy masłem, wykładamy do środka po ok. 5 łyżek jogurtu.
  6. Wierzch zdobimy kawałkami rabarbaru oraz kruszonką.
  7. Kokilki wstawiamy do większej formy wypełnionej do 3/4 wysokości wodą. Wkładamy do rozgrzanego piekarnika.
  8. Deser pieczemy przez 30-35 minut w 180 stopniach, aż wierzch się delikatnie zarumieni. Podajemy na ciepło z pestkami granatu.
Tosia

środa, 13 maja 2015

Szparagi w kolendrowym pesto z zieloną soczewicą


Kilka dni temu obchodziłam imieniny. Właściwie obchodzenie to za duże słowo, bo dzień ten jakoś specjalnie mnie nie ekscytuje, ale akurat była to niedziela, więc przy okazji rodzinnych odwiedzin zebrałam kilka buziaków i symbolicznych upominków. Babcia jest kobietą praktyczną, dlatego zamiast kwiatów, podarowała mi doniczki z ziołami, w tym z moją ulubioną kolendrę.

Niestety zazwyczaj kolendra po pierwszym zerwaniu listków mi więdnie, co prawda cały proces trwa kilka dni, ale nie udało mi się jej nigdy zachować na dłużej. Dlatego postanowiłam ją jakoś pożytecznie wykorzystać, oczywiście oprócz dodawania jej do aromatycznego bulionu i ozdabiania nią kanapek. Wybór padł na pesto, w końcu można je zrobić z przeróżnej zieleniny.

Dzisiaj zjadłam drugie śniadanie ze Śliwką i od słowa do słowa okazało się, że mamy całkiem podobny pomysł na szparagową notkę. Ciężarnym podobno się nie odmawia, co prawda nie prosiła mnie o to, ale postanowiłam ustąpić. Po powrocie do domu rozejrzałam się po kuchni i postanowiłam przygotować szparagi w zupełnie inny sposób, z tego co mam pod ręką.

Kto nie ryzykuje, nie pije szampana, łączenie szparagów co roku z tymi samymi składnikami może się znudzić, dlatego postanowiłam poeksperymentować. Połączyłam je z pesto kolendrowym, soczewicą, suszonymi pomidorami i parmezanem. Wyszedł z tego włosko-tajski fusion, ale naprawdę wyjątkowo smaczny. Danie robi się niezwykle szybko, więc polecam szczególnie na kolację, gdy po całym dniu włącza się Wam "tryb zombie".


 Szparagi w kolendrowym pesto z zieloną soczewicą/ (2 porcje)
  • szklanka suchej zielonej soczewicy
  • 2 szklanki wody
  • 8 szparagów
  • 3 suszone pomidory
  • ząbek czosnku
  • łyżeczka posiekanej papryczki chilli (zielonej)
  • 2 łyżki zalewy z suszonych pomidorów (lub oliwy)
  • świeża kolendra
  • kawałek parmezanu
  • sól, pieprz
Pesto z kolendry:
  • duży pęczek kolendry (2 małe doniczki)
  • 3 łyżki ziaren słonecznika
  • posiekany ząbek czosnku
  • łyżka posiekanej papryczki chilli (zielonej)
  • 2 cm startego korzenia imbiru
  • 1/2 łyżeczki sosu sojowego
  • 1/2 łyżeczki miodu
  • 3 łyżki tartego parmezanu
  • 3 łyżki oliwy/oleju sezamowego/zalewy z suszonych pomidorów
  1. Składniki pesto ucieramy w moździerzu lub miksujemy blenderem na gładką pastę.
  2. Soczewicę wsypujemy do rondla, zalewamy wodą, solimy i gotujemy na małym ogniu przez kilkanaście minut, aż wchłonie płyn. Studzimy.
  3. Szparagi myjemy, odcinamy od dołu twarde końcówki i wyrzucamy. Następnie odcinamy szparagom główki, kładziemy je na bok, a łodygi kroimy w cienkie paseczki przy pomocy obieraczki.
  4. W woku lub głębokiej patelni rozgrzewamy olej/oliwę. Wrzucamy posiekany ząbek czosnku oraz chilli. Dodajemy szparagi (paseczki i główki), pokrojone drobno suszone pomidory, całość przyprawiamy solą, pieprzem i podsmażamy przez 5 minut.
  5. Dodajemy soczewicę oraz 4 łyżki pesto, warzywa podsmażamy jeszcze kilka minut.
  6. Danie przekładamy na talerze i podsypujemy świeżo tartym parmezanem.
Tosia

wtorek, 12 maja 2015

Wtorek z kaszą #49: Jaglane knedle z rabarbarem


Czas znów podejrzanie przyspieszył, dni przelatują mi ostatnio przez palce, a jednak staram się w każdej wolnej chwili pamiętać o sezonowych produktach. Życie w rytmie natury sprawia mi ogromną satysfakcję, a pewne warzywa, owoce i kwiaty cieszą szczególnie, gdy jest na nie sezon. Niedawno pojawił się na straganach rabarbar, a ja już mam przeczucie, że zniknie niebezpiecznie szybko. Cieszymy się rabarbarem, bo tak szybko odchodzi!

Domyślam się, że osoby pokłócone z kaszą jaglaną przewrócą oczami, że znów pojawiła się na blogu. Nic na to nie poradzę, w końcu dziś wtorek z kaszą, a jaglana jest najbardziej wszechstronna. Lubię tę pewnego rodzaju powtarzalność myśli i rozbudowywanie starych pomysłów o nowe elementy. Zimą opracowałam przepis na kopytka jaglane, które robiłam kilka razy. Wraz z przyjściem wiosny pomyślałam, że w podobny sposób można zrobić knedle. Co prawda smakiem z dzieciństwa są dla mnie knedle ze śliwkami zjadane latem, ale każda pora rządzi się swoimi prawami.

Jest maj, sezon na rabarbar, dlaczego by nie wykorzystać go do jaglanych knedli? Do ciasta dodałam mąkę orkiszową jasną oraz twaróg. Farsz podkręciłam odrobiną wanilii, a wierzch jaglanych kul ozdobiłam obowiązkowo bułką tartą. Myślę, że można śmiało ją wzbogacić o cukier cynamonowy, albo ten z kwiatami bzu z przepisu Śliwki.


Jaglane knedle z rabarbarem/ 10 sztuk
Ciasto:
  • szklanka suchej kaszy jaglanej (430 g ugotowanej)*
  • 2 szklanki wody
  • jajko
  • 100 g twarogu półtłustego
  • 150 g mąki orkiszowej jasnej (+ 50 g do podsypania)
  • łyżka cukru
  • szczypta soli
Farsz:
  • 2-3 łodygi rabarbaru
  • 3 łyżki cukru
  • kawałek laski wanilii
  • łyżeczka masła
Bułka tarta:
  • 8 łyżek bułki tartej
  • 4 łyżki masła
  • 2 łyżki cukru

  1. Szklankę suchej kaszy wsypujemy do rondla, zalewamy 2 szklankami wody, dodajemy pół łyżeczki soli i gotujemy na małym ogniu. Po ok. 15 minutach, gdy kasza wchłonie płyn, zestawiamy z ognia i studzimy.
  2. Rabarbar myjemy, kroimy w kostkę i podsmażamy przez kilka minut z cukrem, ziarenkami z laski wanilii oraz masłem. Farsz studzimy.
  3. Ostudzoną kaszę miksujemy z jajkiem i twarogiem przy pomocy blendera. Do gładkiej masy dodajemy szczyptę soli, łyżkę cukru i 150 g mąki orkiszowej. Całość wyrabiamy ręką lub mikserem do połączenia składników.
  4. Ciasto dzielimy na 10 podobnej wielkości części. Każdą z nich podsypujemy mąką i robimy kulkę, którą rozpłaszczamy.
  5. Na środku kładziemy po łyżce nadzienia, zlepiamy boki ku środkowi tworząc kulę. Odkładamy na tacy.
  6. Ulepione knedle wrzucamy do wrzącej, osolonej wody i gotujemy przez ok. 7 minut. Odsączamy z wody.
  7. W tym czasie na patelni rumienimy bułkę tartą. Dodajemy cukier i masło o chwilę podsmażamy. Ciepłą bułką polewamy ugotowane knedle lub wrzucamy je bezpośrednio na patelnię i odsmażamy.
* Kaszę przed ugotowaniem można podprażyć na suchej patelni, albo przelać na sicie wrzątkiem, dzięki temu pozbędziemy się posmaku goryczki.
Tosia

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...