wtorek, 25 listopada 2014

Wtorek z kaszą #33: Jaglany krem piernikowy


Małymi krokami zbliżają się Mikołajki. Fakt ten może zaskakiwać wiele osób, bo jeszcze niedawno witaliśmy szary listopad, a już za kilka dni będziemy mieli grudzień. Nie ukrywam, że cieszy mnie to ogromnie, bo grudzień to mój ulubiony miesiąc w roku. Uwielbiam atmosferę odliczania do świąt, więc liczę na to, że wraz z nowym miesiącem nabiorę nowej energii, którą gdzieś zagubiłam w listopadzie.

Rok temu w grudniu prowadziłyśmy na blogu Kalendarz adwentowy, w ramach którego przygotowałyśmy 22 przepisy w świątecznym charakterze. Jednym z nich był przepis na krem piernikowy, który cieszył się sporym zainteresowaniem. W tym roku również zamierzam Was zachęcać do przygotowywania jadalnych prezentów dla bliskich, a najbliższą ku temu okazją są właśnie Mikołajki. Tym razem będzie jednak zdrowiej!

W słoiczku pojawiła się ugotowana kasza jaglana, a także namoczone, suszone daktyle, które nadają kremowi nie tylko aksamitnej konsystencji, ale też słodyczy. Oczywiście w masie nie zabrakło też pokruszonych ciasteczek korzennych i przyprawy do piernika. Krem można również przygotować w wersji wegańskiej, wystarczy, że uda Wam się zdobyć ciasteczka przygotowane na bazie tłuszczu roślinnego, bez dodatku masła i jajek.

Krem można wyjadać ze słoika bez większych wyrzutów sumienia. Sprawdziłam go też dzisiaj w orkiszowych naleśnikach (robię je według proporcji jak w tym przepisie). Widzę go też jako krem do świątecznych bezików lub kruchej tarty. Możliwości jest wiele, a ile radości :)


Jaglany krem piernikowy/ słoik 500 g
  • 200 g pierniczków bez nadzienia lub ciasteczek korzennych typu Pepparkakor lub Speculoos
  • 200 g ugotowanej kaszy jaglanej
  • 200 g namoczonych suszonych daktyli
  • 70 ml wody (w której moczyły się daktyle)
  • 2 łyżki przyprawy korzennej (przepis na domową przyprawę)
  1.  Daktyle wrzucamy do miseczki, zalewamy taką ilością wrzącej wody, aby je przykryła. Odstawiamy na minimum godzinę (u mnie moczyły się przez noc).
  2. W naczyniu malaksera umieszczamy ugotowaną i ostudzoną kaszę jaglaną, pokruszone pierniczki, przyprawę korzenną, daktyle i wodę po daktylach (70 ml). 
  3. Całość miksujemy blenderem na gładki krem.
  4. Przekładamy do słoika i przechowujemy w lodówce.
Tosia

niedziela, 23 listopada 2014

Śniadanie do łóżka #162: Grzanki z pesto z jarmużu, kozim serem i jajkiem sadzonym


Nauczyłam się, że jeśli chcę być rano miła to nie pytam Pawła co chce zjeść na śniadanie, po prostu je robię. Prawie zawsze w takiej sytuacji odpowiada, że jajka, więc kombinuję podając je na wiele sposobów. To prawda, że czasem proste dania są najsmaczniejsze, ale wystarczy połączyć kilka składników i można podać jajko w sposób wyjątkowy. Smażę różne jajecznice i omlety, gotuję na twardo, na miękko, w koszulce, zapiekam w kokilkach, ale i tak najchętniej zjada ulubione jajka sadzone. Pogodziłam się z tym i kupiłam nawet małą patelenkę, na której powstanie pewnie setki sadzonych.

Dzisiaj rano improwizowałam z tym co miałam pod ręką. W chlebaku znalazłam kawałek lekko czerstwego chleba litewskiego na zakwasie, pokroiłam na kromki, skopiłam oliwą i odświeżyłam na patelni. W lodówce czekała na mnie niespodzianka w postaci jarmużowego pesto, które śmiało możecie zastąpić bazyliowym lub z suszonych pomidorów. Jego przygotowanie zajmie Wam kilka dodatkowych minut, a jeśli lubicie jarmuż to musicie koniecznie je zrobić! Delikatnie orzechowy posmak jarmużu podkręciłam prażonymi orzechami ziemnymi i olejem arachidowym. W pesto nie zabrakło też odrobiny miodu, czosnku, tartego koziego sera i kawałków suszonych pomidorów.

Grzanki posmarowałam pesto i podałam z jajkiem sadzonym. Szybko, pysznie i prosto (pesto).


Grzanki z pesto z jarmużu, kozim serem i sadzonym jajkiem/4 sztuki
  • 4 kromki żytniego chleba na zakwasie (u mnie litewski)
  • 4 łyżki pesto z jarmużu
  • 4 jajka
  • łyżka masła
  • łyżka oliwy
  • sól, pieprz
Pesto z jarmużu z kozim serem i suszonymi pomidorami
  • 80 g umytego jarmużu
  • 50 g prażonych orzechów arachidowych
  • ząbek czosnku
  • 50 g twardego sera koziego
  • 120 ml oleju (u mnie pół na pół olej arachidowy i oliwa)
  • łyżeczka miodu
  • 4 suszone pomidory
  • sól, pieprz
  1. Do wysokiego naczynia wrzucamy porwane listki jarmużu, dodajemy prażone orzechy, posiekany drobno czosnek, miód, sól i pieprz. Wlewamy powoli połowę oleju i miksujemy całość blenderem. 
  2. Pod koniec wlewamy resztę oliwy, dodajemy tarty ser, pokrojone drobno suszone pomidory i mieszamy raz jeszcze. Pesto nie powinno być zbyt gładkie.
  3. Kromki chleba skrapiamy oliwą, smażymy na suchej patelni, po ok. 2 minut z każdej strony, aż grzanki będą rumiane.
  4. Patelnię smarujemy odrobiną masła i rozgrzewamy. Do miseczki wbijamy jajko i przelewamy je na rozgrzaną patelnię. Zmniejszamy ogień i smażymy, aż się odpowiednio zetnie. Pod koniec przyprawiamy je solą i pieprzem. Czynność powtarzamy z pozostałymi jajkami.
  5. Grzanki smarujemy pesto z jarmużu i dekorujemy jajkami sadzonymi.
Tosia

środa, 19 listopada 2014

Paluszki rybne w cieście filo z chrzanowym twarożkiem


Nie będę tutaj prawić morałów, nie od tego moja rola, ale chyba wszyscy zgodzimy się co do jednego - jemy za mało ryb. Zrobiłam sobie dziś mały rybny rachunek sumienia i co prawda nie jest tak źle, bo morskie przysmaki pojawiają się na moim stole częściej niż w pierwszy piątek miesiąca. I nie mówię tutaj tylko o śledziku zakąsce. Staram się zjeść rybę na obiad przynajmniej raz na tydzień, ale nie zawsze wychodzi. Jak na mieszkankę Trójmiasta mogłoby być lepiej. Może zatem przygotowywanie większej ilości rybnych przepisów na burczymiwbrzuchu zmobilizuje mnie do częstszego ich przygotowywania :)

Powodów rzadkiego jedzenia ryb przez Polaków może być wiele. Moda na kuchnię wegańską, złe nawyki żywieniowe, ceny czy trudności z zakupieniem świeżej ryby (nawet nad morzem). Największe emocje budzą we mnie kupne paluszki, po które chętnie sięga się w sklepach. Napakowane chemią paluchy "rybne" są tylko z nazwy, dlatego przeraża mnie to, że najczęściej podawane są dzieciom. A przecież przygotowanie domowych paluszków rybnych jest niewiele trudniejsze od usmażenia tych kupnych.

Wystarczy przygotować panierkę, pokroić rybę na kawałki i je upiec (polecam stary przepis, niestety z brzydkim zdjęciem). Można również pokroić filety na paseczki i zapakować je w ciasto filo. Po 15 minutach w piekarniku otrzymamy chrupiące paluszki, które świetnie smakują z sosem sojowym lub chrzanowym twarożkiem.

Paluszki rybne w cieście filo z chrzanowym twarożkiem/ ok. 12 sztuk
  • 3 lub 6 płatów ciasta filo
  • 2 filety z dorsza bałtyckiego lub atlantyckiego
  • sok z 1/2 cytryny
  • łyżeczka miodu
  • sól, świeżo mielony kolorowy pieprz
  • 50 g topionego masła
  • sezam
Chrzanowy twarożek:
  • 150 g serka śmietankowego "kanapkowego"
  • 2 czubate łyżki jogurtu naturalnego
  • 2 łyżki chrzanu (u mnie domowy z tego przepisu
  • łyżeczka soku z cytryny
  • łyżeczka miodu
  • sól, pieprz
  1. Obrane ze skory i ości filety z dorsza dzielimy na paseczki grubości ok. 2-3 cm.
  2. Paseczki ryby wrzucamy do miseczki, dodajemy sok z cytryny, miód, sól oraz pieprz. Mieszamy, odstawiamy i marynujemy min. 30 minut. Następnie odsączamy je z marynaty, aby nie były zbyt mokre.
  3. 3 płaty ciasta filo umieszczamy na sobie i wycinamy kwadraty o bokach 14 cm. Każdy kwadracik smarujemy topionym masłem i na środku kładziemy paseczek ryby i zawijamy jak sajgonkę lub krokiecik. Przekładamy na blachę wyłożoną pergaminem.
  4. Wierzch paluszków rybnych smarujemy topionym masłem i posypujemy sezamem. Pieczemy w rozgrzanym piekarniku przez 15 minut w 200 stopniach.
  5. W tym czasie w miseczce mieszamy trzepaczką lub widelcem serek śmietankowy, chrzan, jogurt naturalny, miód, sok z cytryny, sól i pieprz.
  6. Upieczone paluszki podajemy na ciepło z twarożkiem.
 Ps. Pamiętajcie, aby ciasto filo posmarować topionym masłem lub chociaż oliwą!
Tosia

wtorek, 18 listopada 2014

Wtorek z kaszą #32: Jaglanka z mango i białą czekoladą


No i stało się. Zrobiło się kompletnie ciemno. Nie wiem już czy mieszkam tu gdzie mieszkam, czy w strefie podbiegunowej. Gdy otwieram oczy budzi mnie ciemność, gdy wracam z pracy wita mnie ciemność, a gdy patrzę w okno w rzekomym czasie jasności, natykam się na szarą ścianę. Nadchodzą ciężkie dni, trzeba się uzbroić. W cierpliwość i czekoladę.

Co do tej ostatniej, zaczynam zauważać u siebie niebezpieczne symptomy. Listopad obudził we mnie słodką bestię, która najchętniej spędziłaby dzień z kromką chleba z miodem w jednej ręce i paczką śliwek w czekoladzie w drugiej. Już nawet moja metoda usuwania słodyczy ze wszystkich obszarów, w których bywam powoli zaczyna zawodzić. Gdy słyszę warczenie bestii z głębi siebie zaczynam żerować. I znajduję, tu jajko-niespodziankę u koleżanki, tu kilka schowanych na czarną godzinę cukierków... Pozostaje mi rozłożyć ręce i westchnąć- jesień.

Nie wyznaję zasady "kieruj się tym czego pragnie twój organizm". Gdybym to robiła, prawdopodobnie od nadmiaru wina nie byłabym w stanie napisać nawet poniższego przepisu, a resztki sił przeznaczyłabym na wciśnięcie  w siebie czwartego burgera. Bo, choć nowe smaki i zdrowe odżywianie sprawia mi wielką przyjemność, to mój organizm zdaje się wciąż toczyć ze mną wojnę, Czas więc na rozejm. Chcesz słodyczy? Masz słodką kaszę jaglaną, do tego z twoim ulubionym mango. No dobrze, dołóżmy trochę białej czekolady, w końcu od białej czekolady nikt nie umarł. I jesteśmy zadowoleni.

Drobna dygresja: ile gramów czekolady przewidziałam w przepisie? A ile gramów ma tabliczka? No właśnie. Znów przegrałam.

Jaglanka z mango i białą czekoladą (2 małe porcje, lub 1 duża)

- 75 g kaszy jaglanej
- 300 ml mleka *
- 2 szczypty soli
- 50 g białej czekolady
- pół mango
- garść suszonej żurawiny

  1. Ugotuj kaszę jaglaną na mleku z solą. Gotuj aż kasza pochłonie prawie całe mleko (będzie jeszcze widać powstały z mleka "sos"). Dodaj kostki białej czekolady i wymieszaj aż się roztopią. 
  2. Obierz mango ze skórki i pokrój w plastry. 
  3. Ułóż mango na jaglance, dodaj żurawinę. 
  4. Jedz na ciepło lub na zimno.
*Ilość płynu może różnić się w zależności od rodzaju kaszy. Sprawdź sugerowane proporcje na opakowaniu

Śliwka

poniedziałek, 17 listopada 2014

Krem z selera z karmelizowanym boczkiem i jajkiem w koszulce


W listopadzie świat przybrał odcienie szarości, więc w wolnych chwilach chętnie zapuszczam się w las, gdzie można jeszcze zobaczyć inne kolory. Dzisiejszy dzień zaczął się tak ponuro, że kusiła mnie symulacja choroby i spędzenie całego dnia w łóżku. Niestety miałam dziś zbyt wiele obowiązków, aby sobie na to pozwolić. W wolnej chwili (zajadając barszcz ukraiński z limonką i bazylią) wyszukałam zdjęcia z początku miesiąca, aby podzielić się z Wami przepisem na krem z selera. Kolorem przypomina trochę smutny listopad, ale za sprawą dodatków nabiera smaku i charakteru.

Współcześni drwale zamiast szukać drewna na opał, aby rozgrzać swoją rodzinę przy kominku, wolą szukać z czworonożnymi przyjaciółmi leśnych przygód :) Dlatego przed spacerem przygotowałam się odpowiednio i upiekłam korzenie selera oraz pietruszki. Upieczone i cudownie pachnące korzenie wystarczy krótko obgotować w bulionie i zmiksować na gładki krem. Zupa rozgrzewa od środka i chociaż sama w sobie jest bardzo smaczna, przypuszczam, że jedzona w większym talerzu mogłaby się stać "nudna". Ratunkiem jest tutaj karmelizowany wędzony boczek i jajko w koszulce, które po przekrojeniu łyżką wylewa z siebie apetyczne żółtko. Dzięki temu zupie już niczego nie brakuje!


Krem z selera z karmelizowanym boczkiem i jajkiem w koszulce/4-6 porcji
  • 2 korzenie selera
  • 2 korzenie pietruszki
  • cebula
  • biała część pora
  • ząbek czosnku
  • sok z 1/2 cytryny
  • bulion warzywny lub drobiowy (ok. 700 ml)
  • 150 ml śmietanki kremówki
  • 1/2 łyżeczki mielonej gałki muszkatołowej
  • listki świeżego rozmarynu
  • łyżka miodu
  • 2 łyżki oliwy
  • łyżka masła
  • świeżo mielony pieprz
  • sól
Karmelizowany boczek
  • 250 g wędzonego boczku
  • łyżka miodu
  • łyżka octu balsamicznego
  • 1/2 łyżeczki ostrej papryki
  • świeżo mielony pieprz
Jajko w koszulce
  • jajko
  • łyżeczka octu winnego/jabłkowego
  • łyżeczka soli
  • woda (ok. 500 ml)
Zupa:
  1. Umyte warzywa kroimy na kawałki, kładziemy na blasze wyłożonej pergaminem, skrapiamy oliwą i wkładamy do rozgrzanego piekarnika. Pieczemy przez 30-40 minut w 200 stopniach.
  2. Lekko ostudzone warzywa obieramy odkrawając boki ze skórki.
  3. Na oliwie i maśle podsmażamy pokrojoną w kostkę cebulę, por oraz poszatkowany ząbek czosnku. Po kilku minutach dorzucamy pieczone warzywa, wrzucamy porwane listki rozmarynu, dodajemy łyżkę miodu i podsmażamy kilka minut.
  4. Następnie wlewamy bulion, tak aby przykrył warzywa. Całość gotujemy przez 10 minut.
  5. Do zupy wlewamy śmietankę kremówkę, dodajemy sok wyciśnięty z cytryny, sól, pieprz i gałkę muszkatołową. Miksujemy blenderem na gładki krem, próbujemy i w razie potrzeby jeszcze doprawiamy do smaku.
  6. Zmiksowany krem podgrzewamy jeszcze 2 minuty. Serwujemy z karmelizowanym boczkiem, rozmarynem i jajkiem w koszulce.
Karmelizowany boczek:
  1. Boczek kroimy w drobną kostkę i wrzucamy na suchą i nierozgrzaną patelnię.
  2. Smażymy przez 10 minut, aż stanie się chrupiący i wytopi się z niego tłuszcz. Wtedy dodajemy ocet balsamiczny oraz miód i karmelizujemy jeszcze krótką chwilę.
  3. Na koniec doprawiamy świeżo mielonym pieprzem i ostrą papryką.
Jajko w koszulce:
  1. Wlewam wodę do rondla, dodajemy ocet i sól, podgrzewamy.
  2. Jajko wbijamy do miseczki.
  3. Gdy woda zacznie się gotować, łyżką robimy wirek i wbijamy do środka jajko.
  4. Gotujemy przez ok. 3 minuty, następnie odsączamy z wody przy pomocy cedzakowej łyżki i serwujemy bezpośrednio na selerowym kremie.
Tosia

niedziela, 16 listopada 2014

Śniadanie do łóżka #161: Hiszpańska grzanka


Prawdziwa celebracja śniadań odbywa się u mnie na poziomie restauracyjnym. Choć uwielbiam zjeść pierwszy posiłek jeszcze w łóżku ( po cóż by była ta cała seria, gdyby było inaczej!), z przykrością stwierdzam, że nikt nie zrobi mi tak dobrej kawy i nie wyciśnie tak dobrego soku, jak w moich ulubionych śniadaniowniach. Jeden poranek weekendu obowiązkowo poświęcam więc na leniwe, królewskie śniadanie, które ktoś poda mi prosto na stół.

Zadziwiające jak wiele się zmieniło na przestrzeni lat. Pamiętam, jak jeszcze kilka lat temu znalezienie miejsca serwującego jakiekolwiek śniadanie graniczyło z cudem. Gdy po weekendowej imprezie okazywało się, że w domu nie ma nawet kromki chleba, chodziliśmy całując klamkę za klamką w poszukiwaniu jajecznicy. Aż trudno sobie to teraz wyobrazić!

W Trójmieście mam kilka ulubionych punktów. Jeśli głód pozwala mi na dłuższą wycieczkę, wybieram się do Gdyni, do Chwili Moment. Tam zawsze czeka na mnie hiszpańska grzanka ( a raczej grzana, bo jest ogromna) z pyszną kawą. Na tym oblanym oliwą kawałku chleba znaleźć można chorizo, pomidory i roztopiony ser. Hiszpańskie niebo w gębie! Postanowiłam ją odwzorować w domu i muszę przyznać, że nawet bez kawy wyszło całkiem nieźle.

Hiszpańska grzanka ( 2 porcje)

- 2 kawałki bagietki
- 30 g chorizo
- pół pomidora
- starty żółty ser
- oliwa
- świeża kolendra (opcjonalnie)

  1. Rozgrzej piekarnik do 200 stopni. 
  2. Pokrojoną bagietkę polej oliwą. 
  3. Na bagietce ułóż poszatkowane chorizo i poszatkowanego pomidora. 
  4. Zetrzyj ser i posyp na wierzchu grzanki. 
  5. Wsadź grzanki do piekarnika i piecz ok. 10 minut. 
  6. Przed podaniem możesz posypać świeżą kolendrą. 
Śliwka


poniedziałek, 10 listopada 2014

Wieniec marciński


Od kilku dni wszędzie o nich głośno. TAK dla rogali, NIE dla suchych i za słodkich zawijańców, rogale z makiem za 3 złote, rogale świętomarcińskie tylko z Poznania! Rogale budzą emocje nawet na Pomorzu i wcale się temu nie dziwię, niech mają swoje 5 minut na początku listopada.

Ja należę do grupy na TAK i raz w roku lubię się nimi napchać, aż zapadnę w śpiączkę cukrową. Rok temu spędziłam kilka godzin na przygotowywaniu moich pierwszych rogali. Nie narzekam, było warto, ale w tym roku postanowiłam, że nie zrobię ciasta półfrancuskiego, a drożdżowe jak na brioszki i cynamonowe bułeczki. Zapewniam, że o wiele milej się na nim pracuje. Masę przygotowałam bez większych zmian i o dziwo poszło mi to zdecydowanie sprawniej. Jak widać trening czyni mistrza, a raczej pozwala zbliżyć się do tego tytułu :)

W grudniu piekłam świąteczny wieniec z makiem, dlatego postanowiłam, że zaszaleję i upiekę jego listopadową wersję blond. Sprawa jest całkiem prosta, więc jeśli nie przekonują Was rogale, a macie trochę białego maku to zachęcam do spróbowania!

Ps. A znakomitego wyczucia czasu gratuluję T.Deker Patissier & Chocolatier. W czasie mielenia maku i postanowieniom dotyczącym treningu bicepsów, zjawił się u mnie w drzwiach wysłannik z niespodzianką - rogalami (zdjęcie na Instagramie). Gdy ciasto na wieniec rosło, zabrałam się za konsumpcję i muszę powiedzieć, że to były naprawdę dobre rogale :)

Wieniec marciński
Ciasto:
  • 550 g mąki pszennej typ 650
  • 250 ml mleka
  • 5 g suszonych drożdży instant 
  • 70 g cukru
  • jajko
  • 50 g zimnego masła
  • szczypta soli
Farsz:
  • 150 g białego maku
  • 50 g cukru pudru
  • 50 g marcepanu
  • 50 g blanszowanych migdałów
  • 50 g orzechów arachidowych
  • 50 g skórki pomarańczowej kandyzowanej
  • 50 g suszonych daktyli
  • 50 g suszonych moreli
  • 50 g biszkoptów
  • 50 g masła
  • jajko
Wierzch:
  • żółtko + łyżeczka mleka
Lukier:
  • kilka łyżek cukru pudru
  • łyżeczka ciepłej wody
  • kandyzowana skórka pomarańczowa

Ciasto:
  1. Do misy wsypujemy mąkę, dodajemy drożdże, cukier i sól. Wbijamy jajko.
  2. W rondlu podgrzewamy mleko, aby było ciepłe, lecz nie za gorące.
  3. Stopniowo wlewamy mleko do pozostałych składników i wyrabiamy ciasto  mikserem  z hakiem przez ok. 5 minut. Następnie dodajemy po kawałeczku zimnego masła i miksujemy jeszcze 2-3 minuty.
  4. Elastyczne ciasto zostawiamy w misie, przykrywamy ściereczką i stawiamy w ciepłym miejscu bez przeciągów na godzinę.
  5. Wyrośnięte ciasto przekładamy na oprószony mąką blat. Wałkujemy na prostokąt o dłuższym boku mierzącym ok. 70-80 cm.
  6. Całą powierzchnię ciasta przykrywamy farszem z maku, zostawiając jedynie "ramki". Zawijamy ciasto jak roladę, zaczynając od dłuższego boku.
  7. Roladę nacinamy przez środek, zostawiając koniec ciasta wolny (czyli nie przecinamy do końca). Dwa paski ciasta zaplatamy jak warkocz i łączymy końce tworząc wieniec.
  8. Tak uformowany wieniec kładziemy na blasze wyłożonej pergaminem. Przykrywamy i zostawiamy na 30 minut.
  9. Podrośnięty wieniec smarujemy rozbełtanym żółtkiem z mlekiem i wkładamy do rozgrzanego piekarnika. Pieczemy przez 30 minut w 190 stopniach.
  10. Upieczony wieniec oblewamy lukrem i posypujemy skórką pomarańczową.
Farsz:
  1. Mak wsypujemy do rondla, zalewamy wodą, aby go przykryła i gotujemy na małym ogniu przez 30 minut lub do momentu, aż wchłonie cały płyn. Studzimy.
  2. Przez maszynkę do mielenia przepuszczamy blanszowane migdały i orzechy arachidowe. Następnie przepuszczamy dwukrotnie ugotowany i ostudzony mak. Łączymy ze sobą.
  3. W garnku z grubym dnem topimy masło z cukrem pudrem. Wrzucamy skórkę pomarańczową, posiekane drobno daktyle i morele. Podgrzewamy kilka minut.
  4. Następnie wsypujemy mak i podsmażamy go kilka minut. Masę studzimy.
  5. Do masy dodajemy jajko, posiekany drobno marcepan i pokruszone biszkopty. Całość dokładnie mieszamy i chłodzimy w lodówce przez minimum godzinę.
Lukier:
  1. W miseczce mieszamy trzepaczką lub widelcem cukier puder z ciepłą wodą.
Tosia

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...