piątek, 28 września 2012

Kulinarna podróż do Wietnamu, czyli jak smakuje mysz.




































Nasi wspólni koledzy, z którymi przyjaźnimy się od lat spędzili trzeci raz z rzędu wakacje w Azji. Swoje przygody opisują na blogu podróżniczym Live a life, na który Was serdecznie zapraszamy :) Pod tym linkiem możecie także zobaczyć trailer filmu z ich podróży.
W sierpniu zwiedzili między innymi Wietnam, w którym mieli okazję skosztować niecodziennych rarytasów. Opowieść o tym co zjedli jest na tyle przerażająca, a jednocześnie tak ekscytująca dla każdego smakosza, że postanowiłyśmy im dziś oddać głos, aby swoimi wrażeniami smakowymi mogli podzielić się i z Wami :




















"Jesteśmy grupką wieloletnich przyjaciół. 
Tak się złożyło, że łączy nas wspólna pasja - dalekie podróże. W tym roku naszym celem była Azja południowo-wschodnia. Zachwyciła nas ona równie mocno swoim klimatem, widokami i zabytkami, co wyjątkową i niepowtarzalną kuchnią.
O ile na co dzień korzystaliśmy z ulicznych garkuchni, opychając się przysmakami takimi jak zupa Pho, czy Bánh mì, to kilka razy wybraliśmy się zjeść rzeczy, których nie mielibyśmy okazji spróbować w normalnych okolicznościach, a dodatkowo po prostu balibyśmy się spróbować ich w Europie. 


Już drugiego dnia po przylocie zdecydowaliśmy się na spróbowane czegoś innego. Znajomy, Wietnamczyk Tom zabrał nas w godzinną podróż skuterami na przedmieścia Sajgonu, gdzie mieści się znana tylko lokalnym mieszkańcom restauracja. Na miejscu, musieliśmy zaufać Tomowi w wyborze potraw, ponieważ jak zazwyczaj w mało turystycznych miejscach nikt nie znał tam angielskiego.
Pierwsze nas stole pojawiły się żabie połówki i myszy. Przełamanie się do tych pierwszych nie stanowiło większego wyzwania, jednak co do myszy miałem już dużo większe wątpliwości. Na szczęście okazało się, że tutejsi kucharze wiedzą co robią, a mysz, przynajmniej dla mnie, była najsmaczniejszą częścią całej uczty. Wszystko było tak doprawione i przygotowane, że po samym smaku nigdy nie domyśliłbym się co jem. 
Następny był wąż, podobnie jak poprzednie potrawy był świetny. Jedyną jego wadą było to, że miał dużo mniej mięsa niż chociażby żaba. Jednak samodzielne grillowanie go pałeczkami rekompensowało to w pełni, dodawało to także wszystkiemu jeszcze więcej egzotyki. 























Ostatnim daniem miał być tzw. Rybny Hot pot, czyli po prostu zupa rybna. W szale próbowania nowych smaków zdecydowaliśmy się jednak na dodatkową ‘wkładkę’ - z krokodyla. Opinie na jej temat  różniły się w zależności od kawałka na który kto trafił. Niektóre były miękkie i smaczne, ale część na którą ja natrafiłem była twarda jak stara podeszwa. Dlatego ich przeżucie graniczyło z cudem.

Przez resztę podróży mieliśmy jeszcze parę nietypowych doświadczeń, próbowaliśmy między innymi  owadów na Khao San w Bangkoku (świerszcz smakował jak chipsy), czy wężowej whiskey w Laosie (w ogromnej butelce pełno było węży, bezgłowych jaszczurek i innych gadów). 

Chyba jednym z bardziej wyczekiwanych degustacji, była wężowa uczta w Lemat pod Hanoi. Na naszych oczach gospodyni wprawnym uderzeniem o podłogę, zabiła węża. Następnie spuściła jego krew do karafki z ryżówką, przy okazji wycinając bijące jeszcze serce. Podano je w kieliszku naszemu gościowi honorowemu. 




















Po pierwszym, nieco przerażającym, toaście delektowaliśmy się całą serią wężowych dań od zupy, poprzez wężowe sajgonki aż po smażoną skórę. Samemu jedzeniu nie można było niczego zarzucić, stopień i pomysłowość w wykorzystaniu węża była wręcz imponująca.
Mimo wszystko wyszliśmy stamtąd nieco zawiedzeni. Spodziewaliśmy jakiegoś egzotycznego rytuału, magicznej atmosfery, a nie oklepanego pokazu dla turystów z tłuczeniem węża o podłogę.
Więcej o tej i wielu innych naszych przygodach możecie przeczytać na naszym blogu."


LIVE A LIFE

22 komentarze:

  1. świetna podróż! zazdroszczę :)
    aale za myszy i inne hmm..podziwiam :D ja bym się nie odważyła chyba :D:D

    OdpowiedzUsuń
  2. wszystko wszystkim, ale robali nie ruszyłbym za żadne skarby...

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajne sprawozdanie, intrygujące...Jednak będąc wegetarianką od tyyylu lat nie umiem już myśleć o zwierzętach w kategoriach jedzenia. Koledzy odważni i jakby nie było chyba twardzi jak te kawałki węży, hehe. Ciekawe, co z potrawami niezwierzęcymi :>

    OdpowiedzUsuń
  4. wow! węża i krokodyla jestem ciekawa ! Ale mysz mnie przeraża i owady też.
    Tak czy inaczej bardzo ciekawe i inspirujące :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudownie straszne te rarytasy! W Wietnamie byłam jako niemowlę ale karmiono mnie wyłącznie bananami...na myszy i węże widać byłam za mała:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Byłam w Wietnamie i Tajlandii,dlatego niesamowicie zazdroszczę tej podróży.
    Uważam,że jedzenie w Wietnamie jest najlepsze na świecie.
    Jadłam niektóre z tych ,rarytasów'.
    Nie widzę szarańczy z rusztu,sprzedawanych z wózków na ulicy.
    Uwielbiam takie doznania kulinarne.
    Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
  7. Niesamowita podróż i doznania kulinarne. Ja zdecydowanie wolę o tym czytać niż kosztować na własnym podniebieniu :)

    OdpowiedzUsuń
  8. niezapomniane przezycia a to w zyciu najwazniejsze ;)

    jestem pelna zazdrosci ;p

    OdpowiedzUsuń
  9. Zjadłabym stąd wszystko, uwielbiam takie kulinarne wyzwania :D

    OdpowiedzUsuń
  10. mysz mogłabym spróbować, ale żadnych chrabąszczy czy owadów. Otrzepuje mnie na samą myśl, chociaż z drugiej strony po to się jeździ zwiedzać świat, żeby poznawać i smakować kulturę :)

    OdpowiedzUsuń
  11. O matko i córko....Pewnie gdybym nie wiedziała co, to bym zjadła większość tych przysmaków :) Ale tak z własnej, nieprzymuszonej woli to raczej nie :)
    Podziwiam jednak kolegów i gratuluję wspaniałych przeżyć i wspomnień!

    OdpowiedzUsuń
  12. 2 ostanie zdjęcia są genialne!

    OdpowiedzUsuń
  13. Z takich rarytasów próbowałam jedynie suszonych świerszczy z Meksyku, nawet były ok.
    Ale nie jestem fanką takiej kuchni:))
    Wolę jednak np.makaron mimo wszystko:D

    OdpowiedzUsuń
  14. o rany. to ostatnie zdjęcie... ciarki mnie przeszły.
    niee, podróż do Wietnamu...zdecydowanie nie dla mnie - jeśli chodzi o stronę kulinarną.

    OdpowiedzUsuń
  15. Kiedyś zazdrościłam podróży na daleki wschód. Az dowiedziałam się, co tam tak naprawdę jedzą :)
    Co nie zmienia faktu, że chciałabym pojechać, dla krajobrazów :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Yyyy mniam mniam ;). Opis podróży bardzo ciekawy, rarytasów tego typu jeszcze nie próbowałam, wszystko przede mną :).

    OdpowiedzUsuń
  17. To taka podróż pomiędzy fascynacją i obrzydzeniem.

    OdpowiedzUsuń
  18. Z orientalnymi przysmakami jest często tak, że największy problem stanowi przełamanie się i zjedzenie ich w takiej formie jakiej są, czyli np. świerszcza, a później okazuje się, że niektóre z nich są całkiem niezłe, tylko ich postać stanowi problem ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Gratuluję odwagi chłopakom. O ile żabę czy nawet węża bym spróbowała, tak owadów nigdy w życiu... Generalnie zazdroszczę podróży i jak najbardziej popieram takie pasje :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  20. A mnie to jakoś nie kręci. Nie jestem jakimś ekofanatykiem, ale wycinanie jeszcze bijącego serca zwierzęcia (obojętnie czy to wąż, małpa czy koń)i wrzucanie do drinka dla uciechy takich własnie "turystów" jest dla mnie po prostu zwykłym sadyzmem. Rozumiem, że co kraj to obyczaj, ale w mojej europejskiej głowie takie praktyki się po prostu nie mieszczą. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Ze względu na sporą ilość przychodzącego spamu, byłyśmy zmuszone włączyć na kilka dni weryfikacje obrazkową.
Z góry przepraszamy za utrudnienia przy komentowaniu :)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...